Zbigniew Domaszewicz: Miasto. Pana pierwsze skojarzenia z tym słowem?

Dariusz Stasik*: Miasto to budynki. Od tych mieszkalnych, po budynki użyteczności publicznej, biurowe, przemysłowe, ale także inne budowle – infrastrukturalne, parkingi czy stacje paliw. W tych wszystkich obiektach spędzamy 90 proc. naszego życia! To pokazuje skalę – jak silny wpływ budynki mają na nasze zdrowie i miejski organizm.

Dariusz Stasik*Dariusz Stasik – właściciel i prezes W.P.I.P. – firmy zajmującej się projektowaniem i generalnym wykonawstwem obiektów przemysłowych, w tym typu smart building. Członek Rady Programowej Smart City Forum. Prowadzi bloga Good Time For Smart  CIty. Laureat nagrody Innowacja Roku 2018 na IX edycji Smart City Forum.

Zacznijmy od zdrowia.

Zielone budynki to nie tylko materiały budowlane i wyposażenie bez szkodliwych związków lotnych, ale także czyste powietrze bez pyłów energetycznych i trafikowych PM2,5 i PM10 czy zanieczyszczeń biologicznych – takich jak bakterie, wirusy, grzyby i pleśnie. To także inteligentne zarządzanie energią, temperaturą, wilgotnością, stężeniem C02.

Czyli mówimy o niezwykle istotnych czynnikach wpływających na zdrowie i samopoczucie ludzi przebywających w budynku. Oraz na produktywność tych osób, co powinno być ważne również dla firm, które ich zatrudniają.

A wpływ budynków na miasto?

Dwa razy eko: ekologia i ekonomia. Budynki typu smart, zapewniające zdrowe powietrze, komfortowe warunki bytowe dostosowane do preferencji użytkowników oraz same produkujące energię i pozyskujące ciepło – one będą stanowić dla miast i inwestorów źródło największych oszczędności oraz korzyści związanych z ochroną środowiska i zdrowia mieszkańców.

Wokół ekologii obecnie dużo jest marketingu.

Wyzwania ekologiczne są realne. Miasta zajmują zaledwie 2 proc. powierzchni Ziemi, a emitują 70 proc. wszystkich gazów cieplarnianych. Warto sobie uzmysłowić, że 30 proc. z nich jest obecnie generowanych przez budynki.

Odnawialne źródła energii nie tylko zwiększą efektywność energetyczną obiektów, ale bardzo pomogą zadbać o środowisko. Zielone budownictwo jest w stanie zaoszczędzić do 50 proc. energii, 40 proc. wody i może zredukować odpady o 70 proc. w porównaniu do tradycyjnych budynków.

Dlatego zielone technologie, inteligentna automatyka budynkowa i przyjazne środowisko wewnętrzne to nie tylko marketingowe hasła. To kierunek, w którym będą podążać miasta.

Widać to także w Polsce. Coraz więcej budynków uzyskuje u nas certyfikaty ekologiczne. Wg Go4Energy w 2017 r. zdobyło je 100 obiektów w kraju.

Czy w nowo budowanych obiektach mieszkalnych lub biurowych powinno się obowiązkowo instalować stacje do ładowania pojazdów elektrycznych?

Być może stacje do ładowania w biurach czy budynkach mieszkalnych będą zachętą dla niektórych, by zdecydować się na kupno tego typu pojazdu. Jednak chciałbym zwrócić uwagę na jedno zagrożenie – pojawiające się co jakiś czas black outy. Z roku na rok wzrasta zapotrzebowanie na energię, co oznacza znacznie większe obciążenie sieci elektrycznej.

Najlepszym rozwiązaniem w biurowcach czy apartamentowcach byłoby montowanie stacji ładowania, w których energia pochodziłaby z własnych, odnawialnych źródeł energii. Wtedy elektromobilność byłaby jak najbardziej ekologiczna.

Pan wierzy w to, że elektromobilność jest przyszłością miast?

Elektromobilność z założenia miała być eko-rozwiązaniem. Stąd uważam, że ma ona sens wtedy, gdy energia pochodzi z odnawialnych źródeł, a nie konwencjonalnych. Taki kierunek rozwoju tego trendu popieram.

Warto jednak także zwrócić uwagę także na fakt, że coraz więcej miast, które borykają się z natężonym ruchem samochodów, wprowadza dla nich ograniczenia. Jeśli więc celem strategicznym dla danego miasta będzie ograniczenie liczby aut, nieważne jakim paliwem będą napędzane, to montaż dodatkowych stacji dla elektrycznych aut indywidualnych nie ma najmniejszego sensu.

A mobilność staje się w smart cities kluczowa. Korki i problemy z parkowaniem w miastach sprawiają, że szuka się rozwiązań problemów komunikacyjnych.

Co zamiast samochodów?

Na przykład Wiedeń mocno doinwestował transport miejski i nakłania mieszkańców do korzystania z niego. Posiada sieć połączeń o długości 850 km z 127 liniami autobusowymi oraz metro, które każdego dnia wozi 1,3 mln pasażerów. Na 120 stacjach można wypożyczyć w sumie 1,5 tys. rowerów i przejechać nimi 1,3 tys. km ścieżek rowerowych.

Dariusz Stasik
Na gali IX edycji Smart City Forum, które odbyło się w Warszawie pod koniec marca, Dariusz Stasik otrzymał nagrodę specjalną za Innowację Roku 2018. Nagrodzono projekt smart przedszkola (o którym opowiada niżej w wywiadzie). Portal Winwincity.pl był patronem medialnym Forum. Fot. Smart City Forum

Z kolei Berlin i Paryż na potęgę korzystają z carpoolingu. Carpooling to bardzo korzystne i rozsądne rozwiązanie nie tylko przy podróżach na duże odległości, do innych krajów lub miast, ale także do codziennego użytku – przy przejazdach do pracy lub do domu. W USA i Kanadzie istnieją nawet oddzielne pasy ruchu – tzw. „Carpool Lane” dla kierowców z towarzyszami podróży. To świetna sprawa.

Niestety, u nas carpooling nie jest jeszcze popularny, a szkoda, bo mógłby znacznie zmniejszyć korki, zaoszczędziłby wiele złotówek w budżecie osób dojeżdżających do pracy, zmniejszyłby również ilość C02.

A mikromobilność, rowery, tzw. urządzenia transportu osobistego?

To bardzo dobrze, że liczba użytkowników rowerów miejskich rośnie, podobnie, jak elektrycznych hulajnóg czy skuterów. Jednak – co z tego, skoro nie nadąża za tym rozwój miejskiej infrastruktury drogowej?

Dużo pan podróżuje. Jakie użytkowe rozwiązania smart city z odwiedzonych miast świata najchętniej przeniósłby pan do Polski? Tak, by miały rację bytu w naszych realiach?

Z pewnością wspomniany carpooling i zielone budownictwo. Jednak ogromny potencjał mają megatrendy gospodarcze,wśród których na szczególną uwagę zasługują: digitalizacja bazy danych, IoT, sieć 5G oraz sztuczna inteligencja AI.

W zeszłym roku uczestniczyłem w targach w Tajpej. Tam doskonale było widać, jak funkcjonują produkty działające w oparciu o te rozwiązania, zapewniając bezpieczeństwo mieszkańców, rozwijając sektor budowlany, czy usprawniając system opieki zdrowotnej i leczenie.

Mam to szczęście, że niektóre podpatrzone smart rozwiązania mogę sam przenosić do Polski – dzięki mojej firmie W.P.I.P., która jest projektantem i generalnym wykonawcą inwestycji przemysłowych.

Jaką koncepcję pan przenosi?

Jednym z projektów w zaobserwowanych w Tajpej była inteligentna szkoła, smart school. W naszym przypadku będzie to przedszkole na 300 dzieci, które powstanie we Wrocławiu. Nasz projekt zdobył w marcu nagrodę Innowacja 2018 za najbardziej innowacyjne rozwiązanie w obszarze edukacji na konferencji Smart City Forum w Warszawie.

Czym różni się smart school od zwykłej szkoły?

Dzięki kamerom zamontowanym w całej placówce oraz systemu HBD z licznymi sensorami i rozpoznawaniem twarzy, rejestrowana jest obecność dzieci, ich przemieszczenie się po terenie szkoły, analizowany nawet jest nastrój dzieci podczas lekcji! To pozwala na ocenę pracy nauczycieli i doskonalenie sposobu uczenia. Kamery zamontowane w klasie umożliwiają zdalny, ale aktywny udział w lekcji tych dzieci, które są chore lub z jakichś względów nie mogą być obecne.

Cała społeczność kampusu podłączona jest do inteligentnej aplikacji, która dla każdego z osobna prowadzi specjalny serwis. Uczniowie mają tam swój czat, plan zajęć, dostęp do biblioteki, ocen, terminarzy zadań. Pozostali użytkownicy dostają bardzo dużo informacji m.in. w formie statystyk i analiz.

Dla mnie projekt smart school jest genialny, bo daje możliwości stałego doskonalenia systemu nauczania oraz dostępu do edukacji dla wszystkich dzieci bez względu na ich sytuację zdrowotną, czy społeczną.

Ile kosztuje wybudowanie przedszkola tego typu?

Jeśli chodzi o kwestie samej inwestycji, to w tym momencie mogę powiedzieć tylko tyle, że mamy gotowy projekt budynku, który czeka na wdrożenie oraz działkę we Wrocławiu, na której ma powstać .

Jak powinny działać władze lokalne w relacjach z biznesem w mieście? Czy oczekując rozwoju miasta w kierunku smart city, powinniśmy się zdać raczej na niewidzialną rękę rynku czy poddać go urzędniczemu centralnemu planowaniu?

Według mojej definicji smart city to miasto szczęśliwych ludzi, dlatego że rozwija trzy najważniejsze filary życia miejskiego: szeroko rozumiane zdrowie, produktywność i możliwości rozwoju osobistego.

Znajdziemy tu zarówno bezpieczeństwo, szeroką edukację, czyste powietrze, ciekawą ofertę kulturalno-rozrywkową, jak i mobilność oraz rozwiązania dla osób niepełnosprawnych, a także wsparcie dla nowych biznesów i wszelkiego rodzaju dofinansowania, szkolenia.

Patrząc na miasta, które są zaliczane do smart city 3.0, jak Kopenhaga, Londyn, Wiedeń, Barcelona czy Amsterdam widać wyraźnie, że działania przy budowaniu inteligentnego miasta po pierwsze nie mogą być oderwane od potrzeb mieszkańców, po drugie – nie mogą być pojedynczymi projektami rozwiązującymi pojedyncze problemy. Te aglomeracje mają wieloletnie strategie rozwoju obejmujące wszystkie obszary życia mieszkańców i grupy społeczne. Od dzieci, poprzez uczniów, studentów, rodziny, pracowników, osoby samotnie wychowujące dzieci, niepełnosprawne i starsze. Kluczem do sukcesu tych smart cities jest ścisła współpraca władz i biznesu na kilku poziomach: regionalnym, subregionalnym i lokalnym.

Zarówno w Londynie, jak i Wiedniu, na samej górze jest jednostka, która odpowiada za centralne zarządzanie – a nie planowanie. Ona ma za zadanie godzić rozbieżne interesy miasta, rządu i dostawców usług oraz rozwiązań. Jak widać, są tego efekty.

 


Czytaj też: