Wiecie kto to jest Lime juicer? To ktoś, kto wstaje o 5.00 rano żeby rozstawić hulajnogi elektryczne Lime na mieście, po tym, jak poprzedniego wieczoru je naładował” – tak wita się z widzami jednego ze swoich klipów na YouTube Tomasz Pławski, youtuber i przedsiębiorca z Wrocławia. Po uruchomieniu w drugiej połowie października przez Lime usług w tym mieście Pławski postanowił wyjść poza rolę zwykłego użytkownika elektrycznych hulajnóg i został kimś więcej – juicerem. Jednym z pierwszych w Polsce.

– Grupa dyskusyjna skupiająca wrocławskich juicerów liczyła ok. 50 osób – mówi nam Pławski.

Pół tysiąca za noc?

Juicer praca
Werbunek juicerów w internecie. Ogłoszenia obiecują sporo: tu 500 zł za noc…

Hulajnogi na jednym akumulatorze pokonują dystans nieco ponad 30 km. Potem trzeba je naładować. Wymagają także codziennej relokacji – pojazdy rozrzucone po całym mieście przez użytkowników muszą zostać przed świtem zwiezione w ustalone przez operatora miejsca na mieście, w których – zgromadzone po kilka sztuk – będą od rana czekać na następnych chętnych. Kto się tym zajmuje? Standardowo – osoby szukające fuchy, okazji do dodatkowego zarobku. Nieobecna jeszcze w Polsce sieć Bird nazywa ich chargerami, Lime bardziej kreatywnie – juicerami. Po polsku chyba należałoby mówić: ładowacze.

juicer praca
…a tu 300 zł dziennie.

Miejskie floty Lime czy Bird liczą sobie zwykle co najmniej po kilkaset hulajnóg, więc robota faktycznie jest. Jeśli sprawdzą się prognozy postrzegające ten pojazd jako przyszłość miejskiej mikrobilności – ładowaczy będzie potrzeba coraz więcej i więcej. Gdy wcześniej w tym roku fala e-hulajnóg zalała amerykańskie miasta, niektórzy eksperci dostrzegli w tym zajęciu wspaniały przejaw tzw. gig economy, czyli trendu, zgodnie z którym rynek pracy ewoluuje w stronę indywidualnych zleceń, zajęć dorywczych, krótkoterminowych i elastycznych, niekiedy wykonywanych niejako przy okazji.

„Prosty sposób na zarobienie pieniędzy w Warszawie (…) Potrzebujesz tylko pojazdu i dostępu do gniazdka elektrycznego (…) Możesz zarobić nawet 300 zł dziennie” – tak poszukuje juicerów Lime w jednym z internetowych serwisów pracy. Firma Lime Partner Polska, oferująca juicerom (odpłatnie) pomoc i pośrednictwo w sprawach formalno-rozliczeniowych, pisze na swej stronie nawet o 500 zł za noc.

Tomasz Pławski. Uważa, że model pracy juicera jest fajny. Ale organizacja systemu przez firmę, jak dotąd – katastrofalna

W codziennej praktyce takie kwoty są raczej nieosiągalne. Juicer, korzystając z dodatkowej funkcjonalności w swej aplikacji, lokalizuje wymagające doładowania hulajnogi – przy każdej widzi stawkę, jaką dostanie za obsłużenie danego pojazdu (im bardziej rozładowany akumulator, im dalej od centrum jest pojazd i im późniejszy wieczór, tym stawka jest większa) – z reguły 15-20 zł.

Następnie zebrane z ulic hulajnogi wiezie do siebie i korzystając z ładowarki dostarczonej przez firmę podłącza do gniazdka. Ładowanie zajmuje kilka godzin. Rano rozwozi pojazdy i zostawia w rządku w wyznaczonych miejscach, tzw. hubach (z reguły do hubu można „wstawić” trzy sztuki) . Do 7.00 rano powinny być wszystkie na miejscach. I tyle. Potem pieniądze wpływają na konto.

Niektórzy eksperci dostrzegli w zajęciu ładowacza wspaniały przejaw
tzw. gig economy

Koszty samej elektryczności, zużytej na naładowanie akumulatora, są nieznaczne, niemal groszowe. Ale rozwożenie wymaga czasu, trzeba być na nogach w mało humanitarnych godzinach przed świtem, a samochód zużywa paliwo. Za niedociągnięcia (np. nieznacznie niedoładowaną baterię lub wyjście poza ustalone godziny) stawka jest obcinana. W dodatku czasem system potrafi się zbiesić i nie zgadza się na zostawienie kilku hulajnóg za jednym zamachem w jednym hubie. Trzeba jechać w inne miejsce. Na forach juicerzy dyskutują więc ile w praktyce średnio zarabia się na jednej hulajnodze. I kosztem jakich wyrzeczeń.

Bo grozi pożarem

– Pieniądze, które można w ten sposób dorobić, to nie są jakieś superatrakcyjne kwoty. Utrzymać się byłoby trudno – ocenia Tomasz Pławski. – Szacuję, że średnio wychodzi ok. 10 zł na rękę od hulajnogi. Ale jeśli dla kogoś jest to zajęcie wykonywane niejako przy okazji, to jest ok. Ja i tak muszę wstawać bardzo wcześnie rano, więc mi taka pobudka niczego nie zmienia. Bez większego zachodu mogłem obsłużyć każdej doby sześć hulajnóg – opowiada.

Czasu przeszłego nasz rozmówca używa nieprzypadkowo. W kolejnych swych klipach na YouTubie wrocławski juicer, coraz bardziej zirytowany, punktuje praktyczne problemy i niedociągnięcia organizacyjne lub technologiczne. „Nie można wstawić do huba”, „Problemów ciąg dalszy”, „Jak nas robią w…” – to tytuły kolejnych klipów z tej serii.

Kariera juicera. O swojej pracy jako ładowacza opowiada na swym kanale Tomasz Pławski

W końcu, mniej więcej tydzień po uruchomieniu swej usługi i zwerbowaniu we Wrocławiu grona juicerów, firma Lime zgotowała im nieprzyjemną niespodziankę. Pewnego wieczoru system po prostu nie pozwalał na zabieranie z ulic hulajnóg do ładowania. Bez uprzedzenia i wyjaśnień.

Sprawa wyklarowała się dopiero w ciągu następnej doby. Okazało się, że akumulatory w hulajnogach, produkowane przez firmę Segway Ninebot, grożą… zapaleniem się podczas ładowania i wywołaniem pożaru. Lime zapewnia że ryzyko dotyczy tylko 0,1 proc. jej pojazdów, niemniej w Polsce bezterminowo zawiesiła współpracę z juicerami, informując, że obecnie hulajnogi ładowane będą w jej własnych magazynach.

– Nie wiemy co się teraz dzieje. Podobno niektórym juicerom zaproponowano pracę przy zwożeniu hulajnóg do magazynu. Ale często napotykam pojazdy pozostawione na noc, z rozładowaną baterią, pozwalającą na 2-3 km jazdy. Jakby nikt się nimi nie zajmował – relacjonuje Tomasz Pławski

Informacja na stronie firmy Lime Partner. Miała ona obsługiwać juicerów, którzy nie prowadzą działalności gospodarczej

Wśród wrocławskich juicerów pojawiły się już nawet teorie, że amerykańska firma specjalnie wykorzystała pretekst z bateriami, bo ci za dużo ją w Polsce kosztowali i biznes się nie spinał. Albo – ponieważ zorientowała się, że wystartowała tu zbyt słabo przygotowana do prowadzenia wymagającej działalności, w tym do obsługi takiego systemu ładowania. Na zasadzie, że jakoś to będzie.

Tomasz Pławski przychyla się do tej drugiej teorii: – Wydaje mi się, że to wszystko przerosło ich organizacyjnie. Juicerzy nie byli w stanie dowiedzieć się nawet jaką stawkę VAT stosować. Tego typu wątpliwości było więcej – mówi.

Jeden z pierwszych polskich juicerów zapowiada, że jeśli Lime reaktywuje ten model lub zaoferuje go jakaś inna firma, to chętnie powróci do ładowania hulajnóg. Na razie pierwsze w Polsce podejście na większą skalę do gig economy w elektromobilności trudno uznać za udane.

Aktualizacja: Dostaliśmy odpowiedź od Lime na nasze pytanie o przyszłość juicerów w Polsce. Firma nie udzieliła jednak żadnych konkretnych informacji w tej sprawie.