Aplikacja Hulaj w sklepie Google Play w momencie pisania tego tekstu zgromadziła 138 opinii użytkowników. Niekiedy – użytkowników niedoszłych. Recenzje hulajnóg Hulaj z ostatnich dni są w swej wymowie jednobrzmiące.

„Nie działa rejestracja, próbowałem się dodzwonić, napisać – bez odzewu”

To jedna z najbardziej reprezentatywnych recenzji, z grupy tych, nazwijmy to, pozbawionych emocji. Bo łatwo byłoby zacytować też takie, których poirytowani autorzy nie przebierają w słowach, czasem dorzucając wulgaryzm.

I jeszcze jedna relacja, obszerniejsza: „Aplikacja pokazuje rozładowane i serwisowane hulajnogi. Z pięciu, które próbowałem wypożyczyć tylko jedną udało mi się przejechać kilkadziesiąt metrów. Mała strefa parkowania i duże opłaty za parkowanie poza nią. Fajna usługa z której od trzech dni nie udało mi się skorzystać” (pisownia oryginalna).

Od co najmniej dwóch dni operator krakowskich hulajnóg zamieszcza na witrynie komunikat przyznający, że ma problemy z rejestracją nowych użytkowników. „Bywa, że wielkie projekty rodzą się bólach” – tłumaczy firma.

Hulajnogi Hulaj Kraków
Screen z witryny operatora

Trzy różnice

Informacja o starcie pierwszej w Krakowie sieci elektrycznych hulajnóg na minuty pod marką Hulaj pojawiła się pod koniec minionego tygodnia. Według opisu na witrynie firmy, usługa działa podobnie do znanych już z innych miast usług firm Lime, hive czy Bird (pojazdy wypożycza się poprzez aplikację z podpiętą kartą kredytową). Teoretycznie krakowska flota Hulaj liczy sobie 200 hulajnóg.

Na pierwszy rzut oka interesujące różnice są trzy.

Pierwsza, cennikowa: opłata za samo uruchomienie hulajnogi to tylko 1 zł. To  aż trzykrotnie mniej niż za to samo inkasuje np. Lime. Potem już opłata za przebyty dystans jest podobna jak u innych operatorów (0,49 zł/min). Ale istnieje też potencjalna cennikowa pułapka. Użytkownicy wskazują, że strefa, poza którą nie wolno pozostawić hulajnogi, jest bardzo mała (ścisłe centrum Krakowa).  A „opłata dodatkowa” za taki uczynek – wręcz przeciwnie: 100 zł.

Druga różnica,  operacyjna:  biało czerwone hulajnogi Hulaj mają – według informacji na stronie – wymienną baterię. Dzięki temu odpada konieczność przewożenia ich do ładowania, można robić odwrotnie – rozwozić same baterie do pojazdów i wymieniać je na miejscu. Co oczywiście ułatwia sprawę (podobną konstrukcję ma mieć w swoich e-hulajnogach skuterowa firma Blinkee, która zapowiada ich uruchomienie niebawem).

I różnica trzecia – za siecią Hulaj, jak się wydaje, nie stoją ani globalni potentaci mikromobilności (jak za trzema operatorami działającymi w Polsce obecnie), ani nawet jakakolwiek firma krajowa już doświadczona w branży mobilności. Wg danych w regulaminie operatorem sieci jest spółka Hulajdusza ze Skawiny pod Krakowem, zarejestrowana w październiku ubiegłego roku. Jej prezesem jest  Mariusz Jacek Kopytko, rocznik 1987.

Startup ze Skawiny

Inaczej mówiąc – sieć Hulaj wygląda na klasyczny startup, który od wynajmu hulajnóg w Krakowie zaczyna swą przygodę z biznesem.  Na podobnej zasadzie w Warszawie jesienią  2018 roku rozpoczęła działalność wypożyczalnia rowerów na minuty Acro – pierwsza w Polsce rowerowa sieć bezstacyjna, obsługiwana przez smartfona. Twórcy Acro zbudowali swą sieć od zera, w oparciu o  własny kapitał.

Hulajnogi Hulaj Kraków
Hulaj zapowiada mocne wjeżdżanie do następnych miast. Screen z witryny firmy

Jakie są źródła finansowania Hulaj (sam zakup 200 hulajnóg to inwestycja rzędu 300-500 tys. zł, nie licząc codziennych kosztów)? Ile osób jest zaangażowanych w projekt, jak liczny personel pracuje nad utrzymaniem floty? Jakie firma ma plany na rozwój? Kiedy uruchomi usługi w Warszawie, Poznaniu i Wrocławiu – bo już teraz zapowiada taką ekspansję na swojej witrynie?

Tego nie wiadomo. Niestety, z żadnym przedstawicielem spółki Hulajdusza nie udało nam się skontaktować. Ani telefonicznie (numer na witrynie nie odpowiadał), ani e-mailowo (nie dostaliśmy odpowiedzi na przesłane pytania).

To akurat niespecjalnie dziwi. Biorąc pod uwagę obecną sytuację, wszyscy w spółce mają zapewne znacznie pilniejsze sprawy. „Nie udało mi się nawet zarejestrować. Chyba zbyt szybko chcieli wejść na rynek” – to jeszcze jedna opinia klienta z Google Play.  I zapewne  najlepsze podsumowanie pierwszych dni nowego projektu.