Systemy inteligentnej analizy wideo należą do technologii często przywoływanych w kontekście hasła smart city. Stają się one coraz doskonalsze. Potrafią obecnie tak skutecznie identyfikować twarz, że nawet jak założymy okulary czy sztuczne wąsy, to algorytmy i tak nas rozpoznają. Są bowiem skoncentrowane na proporcjach twarzy samej w sobie, np. rozstawie oczu czy kształcie czaszki. Nawet jeśli w 60 proc. zmienimy wygląd twarzy, to i tak zostaniemy rozpoznani.

Przemysław Krejza: Inwigilacja to nie jest smart city

Przemysław Krejza jest prezesem stowarzyszenia Instytut Informatyki Śledczej

Dzięki temu system potrafi kontrolować, gdzie się poruszaliśmy, co robiliśmy, gdzie zaparkowaliśmy. Pomaga w tym geolokalizacja, dane z bilingów. Jeśli do tych informacji dołożymy jeszcze dane internetowe oraz to, co można znaleźć na nasz temat w sieci, to okaże się, że jesteśmy pod stałym nadzorem. Nawet nie trzeba nam wszywać chipa – jak to niegdyś wyobrażali sobie autorzy science fiction – abyśmy stali się w pewnym stopniu zniewoleni. Wystarczy odpowiednio zintegrować i skorelować dane z różnych źródeł.

W tym kierunku wydają się zmierzać rozwiązania wprowadzane z coraz większą intensywnością w Chinach. Ale poczucie bycia pod nieustającą kontrolą raczej kłóci się z wyobrażeniami na temat przyjaznego miasta ze szczęśliwymi mieszkańcami. To raczej inwigilacja.

Zarazem systemy takie oferują miastom ogromny katalog codziennych korzyści. Głównie w dziedzinie bezpieczeństwa, ale nie tylko. Szkoda byłoby z tych plusów rezygnować.

Nawet nie trzeba
nam wszywać chipa,
abyśmy stali się
w pewnym stopniu
zniewoleni

Nad rozwiązaniami tego typu niezbędny jest jednak jakiś skuteczny nadzór. Pytanie jak miałby on wyglądać. Czy można pod tym względem liczyć na państwa? Niestety, właśnie one często mają tendencję, by pod pozorem bezpieczeństwa wprowadzać różnego rodzaju kontrole, skutkujące ograniczaniem wolności obywateli.

Sądzę, że skuteczny mógłby tu być jedynie mechanizm związany z szeroko rozumianą kontrolą społeczną. Jeśli wszelkie podmioty i organizacje odpowiedzialne za te systemy zaczną szybko wprowadzać odpowiednie regulacje, to być może nie dojdzie do tego, że zapanuje powszechna inwigilacja i spełni się antyutopijny scenariusz z „Roku 1984” Orwella.

Szczerze mówiąc, nie wiem czy ktokolwiek będzie nam w stanie zagwarantować, że go unikniemy. Jeśli jednak chcemy mieć przynajmniej taką nadzieję, to musimy na co dzień być świadomi takich zagrożeń i o nich rozmawiać. Bo inaczej możemy któregoś dnia nagle obudzić się w orwellowskiej książce, pytając siebie samych: „Jak do tego doszło?”

Gościnne felietony wyrażają wyłącznie opinie ich autorów i nie muszą odzwierciedlać stanowiska redakcji.


Czytaj też:

Jak daleko zajdzie nadzór inteligentnego miasta nad człowiekiem?