Zbigniew Domaszewicz: Człowiek na elektrycznej hulajnodze, jadący 25 km/h, to w myśl polskich przepisów…

Mec. Adam Baworowski*: Pieszy. Choć oczywiście bywają inne interpretacje, np. niektórych policjantów. To rodzi zamieszanie.

* Mec. Adam Baworowski – adwokat, specjalista od prawa nowych technologii, prowadzi indywidualną kancelarię w Warszawie. Wcześniej
m.in. prokurator, konsultant
ds. przestępczości nowych technologii. Ekspert prawny Winwincity.pl.

Niespełna rok temu Ministerstwo Infrastruktury planowało wprowadzenie do Kodeksu drogowego pojęcia „Urządzenie Transportu Osobistego”. UTO miało obejmować m.in. hulajnogę elektryczną. Ostatecznie resort te zapisy wycofał, ale wcześniej w uzasadnieniu argumentował, że obecnie „osoba poruszająca się przy pomocy tego typu urządzeń NIE MOŻE być traktowana jako pieszy, ani też jako kierujący rowerem”.

Niemniej, jakoś trzeba ją traktować, a taka osoba na pewno nie spełnia obecnej definicji kierującego pojazdem. Zresztą w tym właśnie projekcie planowano usankcjonować prawnie stanowisko, iż człowiek na hulajnodze, także elektrycznej, podobnie zresztą jak np. na Segwayu czy rolkach, jest pieszym.

I tak należy go dzisiaj w Polsce traktować – ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Co to oznacza w praktyce dla użytkowników elektrycznych hulajnóg?

Że powinni jeździć po chodniku, a jeśli go nie ma – to po poboczu.
Na jezdnię mogą wjechać tylko wtedy, jeśli nie ma także pobocza. Wtedy jednak powinni jechać krawędzią lewej strony jezdni, czyli mówiąc potocznie – pod prąd.

Nie wolno im natomiast jeździć im po drogach dla rowerów, chyba że nie ma ani chodnika, ani pobocza. Ale wolno po ciągach pieszo-rowerowych. Oraz po całym obszarze w oznakowanej strefie zamieszkania.

Prawo jazdy?

Dla pieszego?! Ani prawo jazdy, ani karta rowerowa nie są wymagane.

A kask?

Nie ma takiego obowiązku. Ale polecam. Rozsądek nakazywałby go założyć.

Widoczność na drodze?

Również jak w przypadku pieszego. Czyli po zmierzchu, poza obszarem zabudowanym, jeżeli nie jedzie po chodniku – obowiązkowo odblaski. Ale światła na hulajnodze formalnie nie są koniecznie.

Pieszy ma święte prawo iść sobie na spacer po alkoholu. Przejażdżka na hulajnodze elektrycznej po kilku piwach też jest dozwolona?

W tym przypadku policja łatwo znalazłaby podstawy, żeby ukarać kogoś, kto po pijaku jedzie na hulajnodze wężykiem.

Są one w Kodeksie wykroczeń, w art. 86, który mówi o niezachowaniu należytej ostrożności i powodowaniu zagrożenia bezpieczeństwa w ruchu drogowym na drodze publicznej, w strefie zamieszkania lub strefie ruchu. Za samo to jest kara grzywny. A jeśli ktoś się tego dopuszcza w stanie po użyciu alkoholu – to nawet może być kara aresztu lub ograniczenia wolności.

A po czymś innym niż alkohol?

W tym artykule mówi się też o użyciu „podobnie działającego środka”.

Załóżmy, że przepisy o UTO wchodzą w takim kształcie jak je planowano. Oznaczyłoby to usankcjonowanie takich właśnie zasad?

Tak. Z tym że wycofując w lutym te zapisy z projektu, ministerstwo napisało, że robi to, aby przeanalizować m.in. ewentualność wprowadzenia „obowiązku posiadania karty rowerowej przez użytkowników tych urządzeń”. A coś takiego oznaczałoby zupełną zmianę poprzedniej koncepcji i logiki, w myśl której użytkownika UTO traktujemy jako pieszego.

Status hulajnogi elektrycznej jest w wielu krajach nieuregulowany, bo jej masowe wykorzystanie to bardzo nowe zjawisko. Przykładowo Francja zamierza przyjąć przepisy idące właśnie w drugą stronę – tam plany są takie, by jadących hulajnogami wyrugować z chodników, a wpuścić na jezdnie i na drogi dla rowerów. Ale to plany, bo na razie takich przepisów tam także nie ma.


Czytaj też:

Od redakcji: Oswojona hulajnoga elektryczna jest w interesie wszystkich