Projekt ogłoszono w czerwcu zeszłego roku. Ówczesny burmistrz Kazimierza Dolnego Andrzej Pisula podpisał porozumienie z szefem T-Mobile Andresem Maierhoferem, a przez media w Polsce przetoczyła się lawina artykułów. Prawie wszystkie ogłaszały to samo i niemal tymi samymi słowami, blisko zbieżnymi z tytułem informacji prasowej T-Mobile:

Kazimierz będzie pierwszym smart city w Polsce

Wizerunkowo – i dla firmy, i dla miasta – projekt wydawał się wprost gwarantowanym sukcesem. Jak się niedawno okazało – tylko się wydawał.

Lato: smart city jak z marzeń

Przypomnijmy – wg źródłowego komunikatu, operator ma ulokować w miasteczku aż 700 zaawansowanych instalacji technologicznych. Kazimierz wzbogaci się o m.in. o:

  • 500 instalacji inteligentnego oświetlenia (ulic, parkingów, przystanków, ławek),
  • 40 kamer nowoczesnego monitoringu,
  • dwie stacje mierzenia jakości powietrza,
  • wypożyczalnię miejskich rowerów, w tym elektrycznych (w sumie 60 pojazdów)
  • trzy stacje ładowania elektrycznych samochodów,
  • do tego, jak wynika z prezentacji wideo, dojść ma inteligentny system informacji o natężeniu ruchu, m.in. sugerujący objazdy korków i naprowadzający na wolne miejsca na e-parkingach.

Co być może najważniejsze – wszystko to ma spójnie współdziałać, wymieniając dane zbierane przez poszczególne urządzenia. Czyli: ucieleśnienie snu o inteligencji miasta. Dane te wykorzystywać będzie aplikacja miejska dla mieszkańców i turystów, zintegrowana z systemem smart city. Władzom lokalnym zaś obiecano panel administracyjny, również integrujący informacje statystyczne.

A wszystko bynajmniej nie na koszt podatnika, lecz za pieniądze samego T-Mobile. Dlaczego tak? Zacytujmy prezesa Andreasa Maiehofera z komunikatu prasowego:

„To pokaz możliwości technologicznych i organizacyjnych T-Mobile. Chcemy w ten sposób wysłać jasny sygnał do włodarzy miast w całej Polsce, że mają w nas partnera, z którym mogą budować przyszłość swoich społeczności”.

I można chyba wierzyć, że w tym przypadku język PR jest językiem jak rzadko szczerym. Koncernowi wydającemu z własnej kieszeni miliony złotych zapewne będzie zależeć, żeby w pokazowym smart city wszystko działało jak w zegarku. Zresztą firma raczej nie bez powodu wybrała do tej roli miasteczko rzadkiej w Polsce urody, odwiedzane przez setki tysięcy turystów. Mogła w końcu wdrażać swoje smart city choćby w Warce albo Garwolinie.

Zima: precz ze smart city

Od ogłoszenia projektu minęło nieco ponad pół roku. Po wyborach w Kazimierzu zmienił się burmistrz. W polskim społeczeństwie wezbrała fala obaw o szkodliwość technologii 5G, nieodłącznie kojarzonej z przyszłością inteligentnych miast. W serwisie BusinessInsider prof. Andrzej Krawczyk, prezes Polskiego Towarzystwa Zastosowań Elektromagnetyzmu porównał niedawno propagatorów teorii o „zabójczym 5G” do płaskoziemców. Niemniej, niewykluczone, że w kontrze do 5G niebawem zrodzi się w kraju ruch na miarę antyszczepionkowego.

A na razie w Kazimierzu zrodził się klimat protestu przeciw T-Mobile. „Mam nadzieję że burmistrz wykaże odwagę i wycofa się z negocjacji, które zafundował nam poprzedni” – czytamy na profilu Samorządu Mieszkańców Kazimierza Dolnego na FB. W połowie lutego na zwołanym przez ten ruch spotkaniu podjęto uchwałę protestacyjną skierowaną do władz.

Relacja w serwisie KazimierzDolny.pl ze spotkania, którego uczestnicy sprzeciwiali się planom smart city w Kazimierzu

Główny opór aktywistów budzi 5G i anteny. Ale oponenci boją się też, że inteligentne miasto będzie nadmiernie prześwietlać ich prywatność.

Na zdjęciach ze spotkania można naliczyć ok. 30 osób. Średnia wieku wysoka. „Trudno przewidzieć, jakie zdanie na temat tego projektu ma cała lokalna społeczność, jednak zdecydowana większość obecnych na zebraniu mieszkańców nie chce, by umowa pomiędzy T-Mobile a Urzędem Miasta w Kazimierzu Dolnym została podpisana” – czytamy w relacji dziennikarki miejscowego serwisu KazimierzDolny.pl.

Media zmieniają ton

W internecie zdania są podzielone. Dużo osób uważa protestujących za „lokalnych krzykaczy”. „Czy my zachowujemy się trochę jak staro baranów – jeden krzyknie a reszta ryczy za nim?” – to jeden z reprezentatywnych wpisów zwolenników inwestycji na forum KazimierzDolny.pl. Inny głos, z forum „Dziennika Wschodniego”: „Prosty przykład, dzięki 5G ludzie zaoszczędzą sporo kasy na paliwie, dzięki usprawnieniu ruchu oraz systemu parkowania. Mniej zużytego paliwa to mniejsze zanieczyszczenie spalinami”.

Nie brak jednak też poparcia dla aktywistów. „Jak jesteś wyznawcą religii 5G to sobie wczep takiego chipa w mózgu, a mi nie zaśmiecaj środowiska elekrosmogiem a krajobrazu antenami”. Są też takie argumenty: „W naszej gminie są białe internetowe i GSM-owe plamy: Rzeczyca, Witoszyn, Wierzchoniów. To ich likwidacja jest prawdziwą cywilizacyjną potrzebą a nie jakieś SMARTSITI czy kolejne G” (pisowania oryginalna).

Spotkanie 30 osób i petycja wystarczyły, by media ponownie podjęły temat. Ale narracja wokół planów T-Mobile jest już zupełnie inna niż w ubiegłym roku.

Mieszkańcy Kazimierza mówią: Nie! Są przeciwko 5G. Boją się inwigilacji. Żądają zmiany planów. Nie chcą mieszkać w Smart City od T-Mobile. „To może wiązać się z zagrożeniem naszej wolności” – taki przekaz płynie obecnie z nagłówków artykułów o projekcie kazimierskiego smart city.

Tak pisano o planach T-Mobile w Kazimierzu w czerwcu zeszłego roku…
…a tak w lutym tego roku (źródło: Google)

Smart city na dywaniku

T-Mobile obiecał spotkanie z mieszkańcami. W liście otwartym firma wyjaśnia, że „planuje zainwestować ponad 10 mln złotych w Kazimierzu Dolnym w nowoczesne technologie, które pomogą rozwiązać problemy miasta”. Zapewnia, że ma doświadczenie we wszczepianiu nowoczesnych technologii w historyczne otoczenie, powołując się na swoje instalacje w zabytkowej część chorwackiego Dubrownika czy słowackiego Trenczyna.

„Ogłosiliśmy plan bezpłatnej instalacji w Kazimierzu Dolnym kompletnego systemu Inteligentnego Miasta (Smart City). Oferujemy rozwiązanie dorównujące najlepszym przykładom miast europejskich i unikalne w skali kraju. W zamian chcemy korzystać z ogromnej atrakcyjność Kazimierza, aby pokazywać Smart City jako wzór gościom z Polski i zagranicy”

– pisze telekom i wylicza cały katalog „dosyć prostych i zrozumiałych korzyści”. Zapewnia też, że technologii 5G w Kazimierzu w ogóle stosować nie będzie, bo ta, choć w pełni bezpieczna, i tak nie zmieściłaby się w budżecie.

Mimo to, zdaniem Dariusza Wróbla, zastępcy burmistrza Kazimierza Dolnego, realizacja smart city nie jest gwarantowana, a gmina prowadzi nadal negocjacje z T-Mobile. – Trudno powiedzieć kiedy będzie ich finał. Na pewno wcześniej konieczna jest wyczerpująca akcja informacyjna dla mieszkańców i radnych ze strony T- Mobile, której do tej pory nie było – mówi Wróbel cytowany w „Dzienniku Wschodnim”.

Uważa, że firma popełniła błędy. – Czas, żeby wyjaśnili na czym polega projekt, jakie są jego założenia, i jakie mogą być korzyści dla mieszkańców. Wreszcie byłoby jasne czym jest smart city, a także czym jest technologia 5G budząca w nas niepokój. Mieszkańcy mają prawo do pełnej informacji. Najpierw wiedza, a potem decyzja, bo nic na razie nie jest przesądzone – zaznacza Wróbel w przywołanym artykule

Reperkusje na całą Polskę

Katarzyna Sosnowska z biura prasowego T-Mobile zapewnia nas, że kazimierski projekt będzie realizowany zgodnie z planem. – Czekamy jedynie na potwierdzenie ze strony miasta odnośnie lokalizacji stacji rowerowej oraz stacji pomiaru powietrza, by jak najlepiej spełniły swoją rolę. W drugim kwartale planujemy wdrożenie pierwszych rozwiązań, a finalizację całości w drugim półroczu tego roku – mówi Sosnowska.

Po ogłoszeniu planowanej inwestycji, spotkaliśmy się z mieszkańcami, by osobiście poinformować ich o szczegółach – mówi Katarzyna Sosnowska z T-Mobile. Najwyraźniej nie wystarczyło. Projekt, który pół roku temu wydawał się gwarantowanym sukcesem wizerunkowym, nagle wzbudził niechęć

– Chcemy, by Kazimierz Dolny stał się wzorem wśród innych miast europejskich, który będziemy mogli szeroko prezentować. Jesteśmy przekonani, że interesy miasta, jego mieszkańców jak i T-Mobile są zbieżne – dodaje.

Bilans tej inicjatywy dla telekomu – w tym momencie – trudno jednak uznać za dodatni. Nie po to deklaruje się wyłożenie 10 mln zł na naszpikowanie miasta technologią, by potem na miejscu walczyć z niechęcią.

Ale reperkusje tej sprawy mogą być znacznie większe. Z co najmniej dwóch powodów. Pierwszy: – Jest to pierwsza tak szeroko zakrojona implementacja różnych obszarów smart city w małym mieście w Polsce w krótkim okresie czasu – wskazuje Monika Mizielińska-Chmielewska, konsultantka i ekspertka z dziedziny smart city. Ten fakt przyciąga zrozumiałą uwagę.

I drugi powód – jest to zarazem pierwszy głośny przypadek w Polsce, że hasło smart city spotyka się z protestami i oporem mieszkańców. W rzeczywistości grupa niezadowolonych może mieć bardzo małe poparcie, ale negatywny kontekst i tak odkłada się w mediach. Skojarzenie i zbitka haseł – „Kazimierz smart city protesty” – idzie w Polskę.

Marta Nowicka, odpowiedzialna w agencji public relations Fleishman-Hillard za relacje zewnętrzne, doświadczona ekspertka od współpracy ze społecznościami lokalnymi przy projektach biznesowych, uważa, że taki wydźwięk może schłodzić entuzjazm polskich samorządów do wdrażania dużych projektów smart city.

– Ta historia na pewno zostanie odnotowana, negatywne artykuły zostają w internecie. Samorządowcy w innych miastach będą mogli mieć poczucie, że być może przyjdzie im się zmierzyć z tym samym

– mówi Nowicka. – U decydentów może pojawić się refleksja: Ostrożnie, nie ma sensu ściągać sobie na głowę problemów, niech jeszcze inni spróbują. Zobaczymy czy to jednostkowe zdarzenie, czy trend – dodaje. Dlatego nasza rozmówczyni przestrzega przed bagatelizowaniem tej sprawy (całą rozmowę z Martą Nowicką publikujemy

Smart city dla koncernów?

T-Mobile zapewnia, że lekceważyć obaw mieszkańców nie zamierza. – Wszędzie, gdzie pojawiają się nowe technologie, pojawiają się też pytania i rozmaite wątpliwości. Głos społeczności lokalnej jest dla nas ważny, i żadne pytanie oraz wątpliwość nie pozostaną bez naszej odpowiedzi – obiecuje Katarzyna Sosnowska.

Możliwe więc też, że krytyka niebawem ucichnie. Ale lekcja, która już dziś płynie z tej historii, wydaje się dość oczywista. Założenie, że technologie inteligentnego miasta zawsze zostaną na pniu kupione przez lokalną społeczność, to błąd.

– Wdrażanie innowacji zawsze wiąże się z ryzykiem. Jednym z najpoważniejszych zagrożeń jest brak akceptacji ze strony przyszłych użytkowników, w tym przypadku mieszkańców

– mówi Monika Mizielińska-Chmielewska.

Kwestia pierwsza z brzegu. U osób wrażliwych na punkcie swojej prywatności niepokój budzi monitoring, nieodłącznie kojarzony ze smart city. W dodatku, w miarę rozwoju sztucznej inteligencji, coraz doskonalszy w śledzeniu ludzi.

Zastrzeżenia bywają nawet bardziej fundamentalne. Znany krytyk idei inteligentnych miast, zamieszkały w Londynie amerykański urbanista i publicysta Adam Greenfield, już w 2013 roku wydał książkę „Against the Smart City” („Przeciw smart city”). Greenfield przyznaje, że technologie utożsamiane z inteligentnymi miastami wprawdzie faktycznie mogą ułatwiać życie. Zarazem powodują jednak szkodliwą erozję relacji społecznych i atomizację. Per saldo bilans jest, jego zdaniem, ujemny.

Greenfield przejawia też nieufność wobec potężnych światowych korporacji, których technologie tworzą fundamenty smart city. W jego opinii tak duży udział koncernów w kreowaniu koncepcji inteligentnych miast stwarza ryzyko, że jest ona szyta pod kątem interesów wielkiego biznesu.

Kazimierz jak Ameryka

Amerykańska firma Vrge Strategies, zajmująca się m.in. public affairs, przeprowadziła w zeszłym roku sondaż stosunku Amerykanów do nowych technologii, w tym wielu związanych bezpośrednio z koncepcją smart city. Niektóre wyniki mogą zaskakiwać.

Aż 67 proc. respondentów stwierdziło, że nie chce udostępniać systemowi swoich osobistych danych – nawet, jeśli służyłoby to tak ważnym celom, jak skracanie w ich mieście czasu dojazdów i usprawnianie komunikacji. A 66 proc. badanych odpowiedziało, że nie(!) chciałoby żyć w smart city.

Maria Buczkowski, konsultant Vrge Strategies, w swoim felietonie dla serwisu SmartCitiesDive, pisze o trzech przyczynach takiego stanowiska. Amerykanie bardzo cenią sobie własne wspólnoty lokalne i nie chcą, by wielki biznes high-tech zaczął się w nich rozpychać. Po drugie – boją się cyberprzestępczości, utożsamianej z rozwojem technologii. I wreszcie – niepokoi ich gromadzenie masy prywatnych danych przez wielkie firmy, robiące z nich niejasny użytek.

Pomijając więc kwestię 5G, wygląda więc na to, że obawy grupy mieszkańców Kazimierza Dolnego są całkiem podobne do tych deklarowanych przez Amerykanów. Czyli: nic egzotycznego.

Recepta? Maria Buczkowski pisze m.in. o potrzebie edukowania mieszkańców. Od władz lokalnych i biznesu, zamiast żargonowego „smart city”, powinni oni słyszeć o konkretnych korzyściach i usprawnieniach życia. Podkreśla też konieczność przejrzystości, jeśli chodzi o kwestię gromadzenia danych i ich wykorzystywania.

Zarówno Monika Mizielinska-Chmielewska, jak i Marta Nowicka dodają do tego coś jeszcze – konieczność prowadzenia aktywnej polityki informacyjnej, spotkań, konsultacji i dialogu z mieszkańcami. I to już od samego początku każdego dużego projektu. Jeszcze zanim pojawią się wątpliwości, które w pewnym momencie ktoś może zechcieć rozegrać w swoim interesie.