Wygląda na to, że niedługo wydarzeniem medialnym będzie taki dzień, w którym NIE POJAWI się żadna nowa sieć elektrycznych hulajnóg na minuty. Na razie jednak odnotowujemy wejście kolejnego gracza – spółki Logo-Sharing, która swoje niebieskie hulajnogi pod marką Logo udostępniła w Trójmieście. Lektura opinii użytkowników jej aplikacji w sklepie Google Play wskazuje, że pierwsze pojazdy Logo pojawiły się 19 maja. Dostępnych jest ich około 190.

Ogólne zasady korzystania z hulajnóg Logo są takie same, jak u innych operatorów. Cennik też podobny, choć raczej z tych wyższych: 3 zł za odblokowanie i 50 gr za minutę jazdy. Komendy w aplikacji są anglojęzyczne.

Hulajnogi Logo – cichy debiut

Dodajmy – te pierwsze recenzje są generalnie raczej złe. Ale to powtarzająca się sytuacja towarzysząca w Polsce debiutom start-upów z tej branży. Być może trudna do uniknięcia na początku. Podobne opinie zebrały miesiąc temu sieć Hulaj w Krakowie i Volt w Łodzi.

Wyrzekającym użytkownikom („Nie działa kompletnie, wiesza się, nie da rady wypożyczyć hulajnogi”) operator odpisywał wczoraj, że „została załadowana nowa wersja aplikacji, która powinna ulepszyć obsługę oraz zlikwidować problemy” i prosił o jej reinstalację.

Z Krajowego Rejestru Sądowego wynika, że spółkę Logo-Sharing tworzy dwóch wspólników – Tomasz Piotr Borowicki i Tomasz Kustra. Obaj urodzeni w początkach lat 80. Spółka jest formalnie zarejestrowana w Warszawie, choć na Twitterze określa swą lokalizację jako Sopot.

Sam debiut przeszedł na razie raczej niedostrzeżony przez media i branżę. – Użytkownicy nam o nich pisali, próbowałem się dzisiaj z nimi skontaktować, ale póki co nie udało mi się jeszcze – mówi nam Bartosz Kwapisz, twórca aplikacji take&drive, agregującej różne współdzielone środki transportu w Polsce. My również czekamy na odzew.

„Śmigaj elektrycznie!”

Na internetowej witrynie Logo-Sharing i na stronie aplikacji w Google Play kilka detali jednak przyciąga uwagę:

1. Slogan „Dbaj o kraj”. Podobnego zawołania nie ma nikt inny, to poza dyskusją.

2. Konsekwentne, a więc nieprzypadkowe, nazywanie elektrycznej hulajnogi skuterem. Logo to, jak dotąd, jedyny w Polsce operator, który tak określa te pojazdy (angielskie scooter faktycznie oznacza hulajnogę). Historia wielu anglicyzmów nasuwa refleksję czy za kilka lat niektóre polskie słowa, opisujące branżę mikromobilności, nie nabiorą nowych znaczeń. Ciekawe, jak wtedy będziemy nazywać skutery.

3. Zalecenia dotyczące jazdy. – Jak śmigać? – pyta firma, i natychmiast sama odpowiada: – Nie śmigaj po chodnikach lub innych zakazanych miejscach. Używaj dróg rowerowych, jeśli jest to możliwe.

Takie zalecenia są dokładnie wbrew interpretacji (nieistniejących) przepisów stosowanej przez polską policję. Być może jest to antycypacja twórców Logo-Sharingu, zakładających że Ministerstwo Infrastruktury skopiuje wkrótce pod tym względem uregulowania niemieckie.

4. No i klip reklamowy e-hulajnóg Logo. Takiego projektu promocyjnego również jeszcze w tej branży nie widzieliśmy. Dlatego, choć to reklama, pozwalamy sobie go (nieodpłatnie) zamieścić:

Kolejny operator, kolejny argument

Wprowadzenie e-hulajnóg Logo oznacza, że pojazdów tego typu jest już w Polsce dostępnych ponad 7,3 tys. Działają w siedmiu miastach. W Trójmieście nowy operator dołącza do blinkee.city (warszawskiej firmy znanej głównie ze skuterów na minuty) oraz lokalnej marki Quick Ride, która z kolei zapowiada wejście w czerwcu także do Warszawy.

A przepisów dotyczących tego środka lokomocji – jak już wspomnieliśmy – jak nie było, tak nie ma.

– Każdy kolejny operator współdzielonych hulajnóg elektrycznych w Polsce to kolejny argument za tym, aby przyspieszyć proces regulowania UTO, czyli urządzeń transportu osobistego w prawie o ruchu drogowym

– mówi Adam Jędrzejewski, założyciel stowarzyszenia Mobilne Miasto, który pierwszy zwrócił nam uwagę na pojawienie się nowej marki w Trójmieście.


Zapraszamy do śledzenia nas na Twitterze

@winwincitypl


Czytaj też:

„Jakoś to będzie”? Szanse polskich start-upów na rynku e-hulajnóg