Zbigniew Domaszewicz: Inteligentne miasto to hasło, które dobrze się kojarzy. Miasta lubią się reklamować, że są smart. W Kazimierzu Dolnym koszty wszystkich instalacji technologicznych, związanych z projektem smart city, ma w dodatku ponosić prywatna firma, władze nie wydają publicznych pieniędzy. A mimo to – protesty. Popełniono gdzieś błąd?

* Marta Nowicka – doświadczona ekspertka od współpracy ze społecznościami lokalnymi przy projektach biznesowych, odpowiedzialna w agencji public relations Fleishman-Hillard za relacje zewnętrzne

Marta Nowicka*: Kazimierz Dolny to specyficzne miasto, jedno z niewielu w Polsce, o których można powiedzieć że „są jakieś”. W Kazimierzu mają swój artystyczny klimat, sielską atmosferę, trochę snobistyczną otoczkę. I nagle ktoś im mówi, że teraz mają być miastem technologicznym, naszpikowanym instalacjami high-tech, kamerami, antenami. To może zgrzytać. Miejsca wyraziste boją się utraty swojej tożsamości.

Mamy więc tu konflikt charakteru projektu z charakterem miejsca. Przynajmniej pozorny. A w takich warunkach, jeśli ktoś rzuci hasło do protestów, to trafia ono na podatny grunt, łatwo akcję rozdmuchać. Myślę, że gdyby firma wybrała np. któreś z miast Doliny Lotniczej, szansa, że miałaby miejsce podobna sytuacja, byłaby dużo mniejsza.

T-Mobile twierdzi, że podobne instalacje robił już np. w Dubrowniku i nie zaburzyły one ściśle zabytkowego charakteru miasta.

Tak, ale ludzie zwykle protestują nie tyle w oparciu o fakty, co o swoje wizje. Jeśli jest im dobrze tak, jak jest, a wyobraźnia podpowiada, że to się może zmienić – wtedy się sprzeciwiają.

Dlatego stworzenie odpowiedniego gruntu w społeczności lokalnej pod tego rodzaju kompleksowy projekt powinno być bardzo istotną częścią samego projektu. I jest to naprawdę wymagająca część. Co zresztą widać.

Czytaj też: Kazimierz Dolny. Pierwsze w Polsce protesty przeciw smart city i ich konsekwencje

W takim razie od początku – jak powinno się wprowadzać duże projekty smart city?

Jak wszystkie duże projekty biznesowe lub prywatno-publiczne, oddziałujące mocno na lokalne otoczenie. Trzeba zacząć od dobrego researchu, bo każde miasto, każda społeczność, każdy projekt mają swoje specyficzne uwarunkowania. To są bardzo indywidualne kwestie. Możliwe scenariusze na przyszłość zależą nie tylko od samego projektu i związanych z nim faktów, ale także od mnóstwa czynników lokalnych. O których od początku trzeba dużo wiedzieć.

Na przykład?

Pierwsza rzecz – lokalni liderzy. Kim są, jak działają, czy są rozsądni, otwarci na współpracę i argumenty, czy też może to pieniacze.

Reguła jest prosta: jak nie ma liderów, to nie ma protestów.

Dlatego umiejętne wychwycenie w otoczeniu liderów to taka ważna sprawa. Warto też rozpoznać grę interesów w lokalnej społeczności, ustalić czy nie ma tam jakichś ostrych konfliktów, a jeśli są, to na czym polegają.

Bo jeśli na miejscu toczy się wojna podjazdowa między różnymi działaczami i ruchami, to nawet najlepszy projekt może oberwać rykoszetem.

Ktoś zrobi wokół niego aferę tylko po to, żeby zaszkodzić przeciwnikowi, albo żeby utrudnić rywalowi zbicie kapitału na wartościowym osiągnięciu.

Pracując przy różnych biznesowych projektach w Polsce widzieliśmy, jak wiele zależy nawet od tego czy władze lokalne są lubiane w danym społeczeństwie, czy też mają wielu zażartych antagonistów. Jeśli potem pojawiał się jakiś opór, to jego siła mocno zależała od stopnia sympatii bądź antypatii wobec władz.

Jeśli te elementy wyglądają źle, to może lepiej rozważyć inną lokalizację.

Co dalej?

Uczestniczyłam w wielu spotkaniach biznesu z włodarzami. Ci drudzy zawsze zadają pytanie – co my z tego będziemy mieli? To pytanie oczywiste. Ale trzeba umieć im te korzyści bardzo konkretnie, wręcz namacalnie przedstawić. Jeśli to ich przekona, to będą też potrafili lepiej opowiedzieć o tych korzyściach mieszkańcom i swoim wyborcom.

W Kazimierzu władze chyba były przekonane do smart city, podpisały porozumienie.

Rzecz w tym, że firmy, inwestorzy, przejawiają tendencję, żeby ograniczać się do przekonania władz. To błąd.

Z naszych doświadczeń rysuje się niemal stuprocentowa prawidłowość – tam, gdzie był niewystarczająco przygotowany i prowadzony dialog z mieszkańcami, tam wcześniej czy później pojawią się problemy.

Przy czym zasadnicze znaczenie dla późniejszego rozwoju sytuacji mają konsultacje z organizacjami aktywnymi na danym terenie. To głównie z nimi trzeba rozmawiać, trzeba obłaskawić ich liderów. Czytaj: przekonać ich do swoich argumentów.

Tym bardziej, że protesty jako takie, to tylko część możliwych problemów. Gorzej kiedy oponenci przejdą do działań prawno-administracyjnych, pozwów, zaskarżania decyzji etc. Czasem z najdrobniejszego powodu formalnego udaje się utrącić wielką inwestycję. Bo ktoś gdzieś źle wstawił przysłowiowy przecinek.

W Kazimierzu projekt smart city wywołał protesty
W Kazimierzu mają swój artystyczny klimat, sielską atmosferę, trochę snobistyczną otoczkę. I nagle ktoś im mówi, że teraz mają być miastem technologicznym. To może zgrzytać i tworzy podatny grunt do protestów – uważa Marta Nowicka. Fot.ZD

Firma zaprasza więc mieszkańców na pierwsze spotkanie i…

I bywa ono bardzo trudne. Aktywiści i mieszkańcy, którzy na nie przychodzą, to często osoby czujne, potencjalnie nastawione krytycznie i konfrontacyjnie.

Jeśli z ramienia firmy przybędzie nieodpowiednia osoba, może być nieprzyjemnie.

To musi być ktoś z silnymi nerwami, pewny swoich racji, ale pozytywnie nastawiony, o dobrych umiejętnościach interpersonalnych i perswazyjnych. W żadnym wypadku menedżer zdradzający zniecierpliwienie czy oznaki wyniosłości.  Przetrwanie tego pierwszego momentu jest kluczowe, żeby udało się zbudować zaufanie na przyszłość.

Czy informacje, że mieszkańcy Kazimierza Dolnego okazali niechęć wobec projektu smart city może wpłynąć na inne projekty z tej dziedziny w Polsce? Schłodzić entuzjazm samorządów do ich wdrażania?

Ta historia na pewno zostanie odnotowana, negatywne artykuły zostają w internecie.Samorządowcy w innych miastach będą mogli mieć poczucie, że być może przyjdzie im się zmierzyć z tym samym. U decydentów może pojawić się refleksja: Ostrożnie, nie ma sensu ściągać sobie na głowę problemów, niech wcześniej jeszcze inni spróbują.

Zobaczymy czy to jednostkowe zdarzenie, czy trend, ale przestrzegałabym przed bagatelizowaniem tej sprawy.

Z czasem nawet byłoby dobrze popracować nad pozycjonowaniem w wyszukiwarkach tego tematu, tak żeby na pierwszych stronach w Google widoczne były korzyści i argumenty przemawiające nad wdrożeniem smart city.