Jeden, by wszystkie odnaleźć, Jeden, by wszystkie zgromadzić… O ile jednak pierścień, o którym mowa, niósł zło, to platformy takie jak Vooom niosą głównie wygodę. W jednej aplikacji odnajdują i gromadzą wszystkie pojazdy operatorów carsharingu, elektrycznych skuterów, hulajnóg, rowerów miejskich oraz transportu publicznego w danym mieście. Tych operatorów już jest wielu (w samej Warszawie kilkunastu), a będzie coraz więcej. A zatem: Jeden, by wszystkimi jeździć.

– Startujemy w 12 największych miastach w Polsce i będziemy sukcesywnie powiększać zasięg – zapowiadał szef platformy Włodzimierz Łoziński, ogłaszając dziś jej debiut na Kongresie Technologii Miejskich w Centrum Nauki Kopernik w Warszawie.

To jest jednak dopiero prolog. Najciekawsze i najważniejsze: w co jego aplikacja ma się rozwinąć.

Voom - Włodzimierz Łoziński
Włodzimierz Łoziński, szef Vooom. – Kiedyś budowałem sieć Medicoveru, mam doświadczenie w dużych projektach – mówił nam na Kongresie Technologii Miejskich. Fot ZD

Marzenie użytkowników

Vooom nie jest pierwszą w Polsce próbą zintegrowania wielu środków lokomocji w jednej aplikacji. Nie jest nawet drugą czy trzecią. Konkurencyjne projekty działają, z różnym skutkiem, już od wielu tygodni lub dłużej. Są to takie projekty jak Loko.city, take&driveWheelme, Cive. Możliwe, że jest ich więcej, bo pomysł, aby rozproszone pojazdy różnych flot połączyć i pokazać razem, nasuwa się niemal sam.

– Integracja wszystkich dostawców mobilności współdzielonej w jednej aplikacji jest spełnieniem marzeń wielu użytkowników. Spowoduje, że tego typu usługi staną się dostępne dla każdego, a nie tylko entuzjastów

– mówi Bartosz Kwapisz z Poznania, współtwórca aplikacji take&drive.

Aby przekonać się o tym, jak bardzo tego typu aplikacje będą w przyszłości potrzebne, wystarczyło już dziś wyjść tuż przed budynek, w którym odbywał się Kongres. W ciągu ok. pięciominutowego fotosafari, w promieniu może 100 m, udało się nam upolować sześć marek sharingowych pojazdów (zdjęcia niżej). Siódmy (auto Traficara w ruchu) w ostatniej chwili umknął przed obiektywem.

Ostatni będą pierwszymi?

– Nie uważam, żeby Vooom wprowadzało jakąś rewolucję. Było już kilka prób połączenia branży i traktujemy ją jako kolejną – uważa Bartosz Kwapisz. – Użytkownicy już teraz mogą znaleźć auta, skutery, rowery i hulajnogi na minuty wszystkich firm w naszym take&drive. Dodatkowo w Krakowie, Trójmieście i Katowicach prezentujemy dane o przyjazdach i opóźnieniach komunikacji miejskiej – dodaje.

Jest jednak kilka rzeczy, które dzisiejszego debiutanta wyróżniają. I to widać gołym okiem.

Po pierwsze, Vooom wiedział jak wejść, żeby skierować na siebie reflektory. I najwyraźniej (być może w odróżnieniu od konkurentów) – miał na to pieniądze. Wsparcie PR zapewniają nowemu projektowi specjaliści związani z TOR (organizator Kongresu Mobilności Miejskiej), ze swoimi kanałami przekazu w dziedzinie transportu i komunikacji. Vooom dysponuje też atutem mocno podnoszącym temperaturę w mediach – nazwiskiem współtwórcy CD Projektu.

Michał Kiciński, wskazany w komunikacie jako inwestor strategiczny w nowym przedsięwzięciu, od razu ogniskuje uwagę.

Po drugie – menedżment. Włodzimierz Łoziński (wg KRS rocznik 1970) to nie jest początkujący start-upowiec, dopiero przecierający swoje ścieżki w dużym biznesie. – Kiedyś zajmowałem się rozwijaniem od podstaw sieci Medicover, doprowadzając ją do poziomu 100 mln zł obrotów. Wiem, jak się robi duże projekty – mówił nam szef Vooom.

Po trzecie – według Łozińskiego zapleczem technologicznym nowej platformy jest (również powiązana z Kicińskim) warszawska spółka software’owa Appnroll. Na jej witrynie znajdziemy zespół liczący 34 osoby (nie licząc psa). A jeśli tak, to znaczy, że moce przerobowe do rozwijania Vooom są dowolnie duże.

To wszystko oczywiście niczego nie przesądza. Ale na pewno ułatwia. Dla porównania – Mateusz Młodawski, współtwórca Wheelme, mówił w wywiadzie dwa miesiące temu, że jego projekt to w sumie trzy osoby.

Najważniejsze wydaje się jednak co innego. Startując z przytupem, Vooom zwrócił uwagę mediów i rynku na narzędzie technologiczne i usługę, które w dobie ekspansji biznesu współdzielenia i rewolucji nowej mobilności wydaje się wręcz oczywiste – czyli MaaS (Mobility as a Service – mobilność jako usługa). Jeśli warszawskiej firmie powiodą się plany, może być z polskim MaaS długo utożsamiana.

Vooom jako abonament

– Jaki tam MaaS… Zobaczę niby samochody na ich mapie, ale żeby któryś wypożyczyć to i tak muszę się przełączać do innej firmy – wzruszał ramionami w kuluarach Kongresu jeden z jego uczestników (zastrzegł, że komentuje off the record).

Dziś jest jedna rzecz, którą nowa aplikacja wyprzedza konkurentów – widać w niej na żywo nie tylko pojazdy sharingowe ale także autobusy i tramwaje, przemieszczające się na mapie. Z tym, że z 12 wspomnianych miast tak jest na razie tylko w Warszawie. – Będą kolejne – zapewnia Łoziński.

Vooom screen
Screen z aplikacji Voom. Mat. prasowe

Stan obecny usługi Vooom a stan zapowiadany na koniec tego roku – to dwa zupełnie różne etapy. Tylko ten drugi będzie naprawdę przełomowy.

Najpierw do aplikacji ma dojść planer podróży mulitmodalnej, czyli uwzględniający płynne łączenie współdzielonych pojazdów na minuty z rowerami i komunikacją miejską.

Kolejną fazą ma być możliwość wypożyczania i płacenia w jednej aplikacji Vooom za sharingową hulajnogę, rower, skuter czy samochód, ale także za bilet komunikacji miejskiej. Czyli – już prawdziwa integracja spod znaku MaaS, można planować, jechać i płacić, nie wychodząc poza aplikację. To będzie wymagało od firmy „wpięcia” się do systemów operatorów sharingu, a zatem także woli aktywnej współpracy z ich strony.

Oczywiście, że będą chętni. Większa dostępność sharingu zwiększy ogólną liczbę i łączny czas wypożyczeń pojazdów. Dla operatorów to same korzyści

– jest przekonany Łoziński.

A następny etap – połączony abonament na mobilność miejską. Coś w rodzaju przedpłaconego biletu miesięcznego na wszystkie prywatne i publiczne środki lokomocji. Twórcy Vooom liczą, że taki abonament korporacje będą masowo oferować swoim pracownikom – podobnie jak dziś oferują karty fitnesowe czy prywatną opiekę medyczną. Że stanie się on w miastach standardem.

Wtedy to już wygląda jak element z przywołanej na Kongresie Mobilności Miejskiej wizji Billa Forda (prezesa firmy o tej samej nazwie), który w 2016 roku powiedział, że „nowa rewolucja transportowa przyniesie taką zmianę, jaką przyniosło przejście od koni do samochodów”.

Vooom będzie wówczas od abonamentów na mobilność miejską odcinał dla siebie prowizje, dodatkowo oferując odpłatnie firmom i miastom gromadzone dane (komponent big data) na temat przejazdów setek tysięcy osób. Stąd właśnie mają pochodzić przychody firmy. Tak przynajmniej liczą inwestorzy.